Anna Tomica – specjalistka od offroad triathlon

Piękna kobieta, która pasowałaby na wybieg…a tymczasem zajmuje się bardzo ciężką odmianą triathlonu, jaką jest cross. Mordercze trasy w błocie i kurzu na rowerze górskim to jej środowisko naturalne. Odpowiedziała na parę moich pytań. Zapraszam do czytania…będziecie pod wrażeniem!

Czemu akurat triathlon, jak to się zaczęło?

W moim przypadku Triathlon był naturalnym przejściem, w okresie dorastania przez dwa lata trenowałam pływanie, następnie zakochałam się w kolarstwie górskim, zwłaszcza w odmianie długodystansowej. Po 5 latach, w  2013 roku postanowiłam zakończyć karierę kolarki górskiej. Jednak nie wytrzymałam zbyt długo bez sportu w moim życiu i w 2016 roku zdecydowałam się na nowe wyzwania – triathlon, w szczególności odmiana terenowa z kolarstwem górskim i biegiem przełajowym.

Czym jest dla Ciebie triathlon?

Triathlon to sposób na życie, to wymagającą dyscyplina, zarówno pod względem fizycznym, wymaga wszechstronnego przygotowania, w końcu trzeba być najlepszym nie tylko w jednej dyscyplinie, a w trzech. Triathlon wymaga również dobrego gospodarowania własnym czasem, trzeba zaplanować treningi dla trzech różnych dyscyplin, około 16 treningów tygodniowo, z czego np. treningi kolarskie często zabierają bardzo dużo czasu (pojedynczy trening 3-4 h, nierzadko ponad 100 km). Trzeba również znaleźć czas na regenerację, przygotowanie posiłków i zaspokajanie wilczego apetytu. Obecnie również pomimo rywalizacji w  kategorii PRO, jestem czynna zawodowo jako trener, przez co moje treningi muszą być dostosowane do mojej pracy.

Czego nauczył Cię profesjonalny sport?

Sport dał mi wiarę we własne możliwości jednocześnie nauczył mnie pokory i wdzięczności. Sport uczy również by ciągle iść naprzód, dążyć do lepszej wersji samego siebie.

Kiedy nie trenujesz, jak spędzasz wolny czas?

Kiedy nie trenuję sama, trenuję innych. Dodatkowo staram się dużo spać, chociaż nie zawsze mi wychodzi… Staram się jak najwięcej czasu poświęcać mojej lepszej połówce i niezwykle zazdrosnemu kotu, dodatkowo uwielbiam czytać książki i oglądać filmy – najlepiej w kinie.

Co dają Ci kibice?

Kibice dają niesamowite wsparcie, swoim dopingiem potrafią wyzwolić dodatkowe pokłady energii, w chwili zwątpienia naprowadzić na właściwe tory, dają również masę motywacji, poczucie że to co robisz ma sens nie tylko dla Ciebie ale również dla innych.

Jak dużo czasu i jak ważne miejsce zajmuje w Twoim życiu triathlon?

Myślę, że nie skłamię mówiąc że obecnie 90% mojego życia to triathlon. Triathlon, sport sam w sobie jest dla mnie bardzo ważny, ciężko byłoby mi bez niego żyć. Jednak najważniejsza jest rodzina, całe szczęście moja w pełni wspiera moją pasję.

Jak traktujesz treningi, jako swoją pracę, pasję, przyjemność…czy coś zupełnie innego?

Dla mnie treningi to sposób na szczęście i samorealizację. Dają mi masę przyjemności, pozytywnej energii i pozwalają zachować zdrową sylwetkę – kocham jeść.

Masz jakieś swoje przedstartowe rytuały?

Przed zawodami staram się słuchać Eminema, zwłaszcza piosenki Till I Collapse, ciężko powiedzieć jakie emocje u mnie wywołuje, ale zawsze po niej czuję się lepiej przygotowana, spokojniejsza i bardziej skupiona. Razem z moją mamą jeszcze za czasów kolarskich stworzyłyśmy rytuał “Ciasta Mocy” biedna mama przed każdym ważnym startem musi piec ciasto drożdżowe lub czekoladowe.

Co Cię motywuje?

Myślę że najbardziej motywuje mnie chęć bycia lepszą, przekraczania kolejnych granic.

Jest czasem tak, że masz dość i nie masz ochoty wyjść na trening? Przyszła kiedyś myśl, żeby to skończyć?

Miałam taki moment za czasów mojej kariery kolarskiej, ciągnął się dość długo. Po 2 latach w kategorii juniorskiej, w której zdecydowanie za dużo trenowałam, pojawiły się poważne problemy z niedoczynnością tarczycy, rozregulowane wszystkie hormony… Pamiętam że przytyłam wtedy z 11 kg i wypadły mi włosy… Nie było siły wychodzić po schodach, a co dopiero trenować jednak jakoś udało mi się to przezwyciężyć i dalej cieszyłam się kolarstwem. Niestety 2 lata później pojawiły się poważne problemy żołądkowe, do tego stopnia że zdarzało mi się nie kończyć wyścigów, a forma była bardzo nierówna. Wtedy zdecydowałam, że dopóki nie doprowadzę swojego organizmu do porządku, nie będę trenować, zajęło mi to 2 lata. Również teraz zdarza się, że nie zawsze mam ochotę wyjść na trening jak jestem bardzo zmęczona lub pogoda daje mocno w kość, jednak trzeba sobie radzić z takimi chwilami słabości, całe szczęście miewam je bardzo rzadko.

Jaką masz najlepszą a jaką najgorszą myśl, wspomnienie związane z triathlonem?

Moje najlepsze wspomnienie związane z triathlonem to jak narazie mój pierwszy start w triathlonie, podczas mojego debiutu na Iron Dragon Cross Triathlon przez cały wyścig nie opuszczało mnie uczucie niesamowitej euforii, świadomości że to jest ta jedyna miłość w sporcie, której tak szukałam. Najgorsze wspomnienie to kontuzja stawu skokowego podczas zawodów Xterra, podczas etapu biegowego dwukrotnie się potknęłam i upadłam na twarz… oba upadki na odcinku 100 m… talent! Jakoś z bólem w nodze dokuśtykałam ostatnie 6 km biegu, a to i tak była tylko przystawka… Tydzień później startowałam z tą kontuzją na Mistrzostwach Polski w Cross Triathlonie, ten bieg był wyjątkowo trudny.

Co najbardziej kojarzy Ci się ze startem w zawodach?

Uczucie ekscytacji, rywalizacja, możliwość spotkania znajomych. Z tych mniej przyjemnych to dłuższa podróż i masa prania…

Czy kontakty z ludźmi, rodzina bardzo cierpią z powodu tego jak dużo czasu trenujesz i jesteś poza domem? Masz w ogóle czas na życie prywatne?

Bardzo cierpią kontakty z moją najlepszą przyjaciółką, nie związaną ze sportem – niezwykle rzadko się widzimy. Moja rodzina już się przyzwyczaiła do tego, że jestem ciągle w ruchu i mam bardzo mało czasu, chociaż miło by było czasem dłużej z nimi na spokojnie posiedzieć i porozmawiać. Obecnie moje życie prywatne to mój partner, który całe szczęście również trenuje więc spędzamy razem masę czasu.

Jest coś czego Ci brakuje, odkąd zawodowo zajmujesz się triathlonem?

Chronicznie brakuje mi czasu. Czasem marzę o całym dniu spędzonym w łóżku…

Co chcesz osiągnąć na swojej ścieżce kariery sportowej?

Maksimum swoich możliwości, poczucie spełnienia, jak na razie ciągle mi mało. Poza tym oczywiście medal Mistrzostw Świata w Cross Triathlonie w tej kwestii zgadzam się z Michaelem Phelpsem, który kiedyś powiedział “Dream as big as you can dream, and anything is possible.”

Masz jakieś plany, pomysły na życie, coś zamiast triathlonu?

Chciałabym dalej kontynuować pracę trenerską.

Która z dyscyplin jest Twoją ulubioną i dlaczego?

Zdecydowanie kolarstwo, zwłaszcza górskie. Od lat choruję na tak zwaną cyklozę… czuję mocną więź z moimi rowerami. W kolarstwie górskim uwielbiam zmienność wysiłku, strome podjazdy, techniczne sekcje i prędkość na zjazdach, jedyne w swoim rodzaju uczucie wolności. Dodatkowo czuje się niezwykłą więź z naturą i można podziwiać zapierające dech w piersiach widoki. Również w tej konkurencji czuję się najmocniejsza.

Dziękuję za udzielenie wywiadu. Warto nadmienić, że w ten weekend Ania startuje aż dwa razy! W sobotę wystąpi podczas Triathlon Brušperk a w niedzielę zmierzy się w Triathlon Dąbrowa Górnicza. Trzymam kciuki i wszystkich zachęcam do tego samego. Powodzenia!